czwartek, 3 sierpnia 2017

Od Sakury cd. Brandona

Miło było zjeść w towarzystwie. Zwłaszcza taki pyszny budyń jaki dostałam od takiej miłej osoby jaką był Brandon. Spojrzałam się na niego. Wyglądał jakby sprzeczał się z czymś w swojej głowie. Wyglądało to uroczo a zarazem śmiesznie. Wtedy zaczął swoją wypowiedź. Gdy już ja zakończył spojrzałam się na niego.
- Czy ja dobrze słyszę? Taki chłopak jak ty, który powala każda dziewczynę z mojej klasy, mówi mi, że odtrąca towarzystwo tylko dlatego że dba o bezpieczeństwo to mówię stanowcze NIE! Jeżeli będziesz chciał się ode mnie oddalić to ci się nie uda. Zwłaszcza, że ja potrafię o siebie zadbać. Poza tym to ty jako jedyny się mnie nie boisz i w dodatku o dziwo martwisz się o mnie. Po raz pierwszy znalazłam taką osobę jak ty! Która potrafi mnie rozbawić i przy okazji da mi coś tak pysznego do jedzenia. Tak więc Brandon-senpai nie pozwalam ci zniszczyć naszej znajomości- sama nie wiem dlaczego wybuchłam. Poczułam jakbym ponownie kogoś miała stracić chociaż znałam Brandona od kilku godzin. - Przepraszam, że się uniosłam. Lepiej zjedzmy ten budyń. Szkoda, żeby się marnowało na niego czas. - powiedziałam kompletnie zawstydzona tym wszystkim.

<Brandon?> ^^

Od Brandona cd. Sakury

Czy ona właśnie mi podziękowała? O nie, nie. To źle. Nie zasługuję na to w żadnym razie. Sakura jest bardzo miła. Chyba nigdy dotąd nie poznałem nikogo o tak dobrym sercu. Ale! Nie zmienia to faktu, że moja przeszłość ciągnie się za mną jak widmo i może spowodować wiele szkód. Ale... pasuje mi bycie Brandon-senpai. Stop. O czym ja w ogóle myślę?!
- Eh, nie ma za co. Nic szczególnego nie robię. - Podrapałem się po karku. - To raczej ja powinienem dziękować tobie. Nie mam tutaj zbyt wielu bliskich znajomych. Szczerze mówiąc, to chyba w dużej mierze to moja wina. Czasami odtrącam od siebie ludzi, bo obawiam się o ich bezpieczeństwo. Niestety, na razie nie mogę ci zdradzić, czym się zajmuję, ale może zrobię to w niedalekiej przyszłości. Teraz to zbyt ryzykowne. - Spoważniałem, ale zaraz potem wróciłem do normalnego stanu rzeczy. - Hehe, lepiej skończę gadać i wrócę do jedzenia. Ten budyń jest zbyt dobry!

<Sakura?>

piątek, 14 lipca 2017

Od Sakury cd. Brandona

Chłopak wybuchł śmiechem do takiego stopnia, że musiał otrzeć łzy, które to się, aż mu nazbierały. Przyjęłam jego ramię, chociaż byłam trochę speszona całą tą stacją. Dotarliśmy do miejsca w którym to mogłam zjeść polecany przez chłopaka budyń. Brandon był dżentelmenem do tego stopnia, że odsunął mi krzesło po czym skłonił się w pół i poszedł po budyń. Uśmiech nie chciał mi dzisiaj zejść z twarzy. Takich dni to chciałabym mieć więcej. Minęło kilka dni, a ja już poznałam dwie osoby do których zbliżyłam się nawet blisko.
- No i proszę! Pani o to twój budyń - usłyszałam głos Brandona.
- Dziękuję ci Paniczu - odpowiedziałam ze śmiechem. Dostałam swój budyń i łyżeczkę do nich. Brandon usiadł naprzeciw mnie. Otworzyłam pokrywkę od budyniu, zanurzyłam w niej łyżeczkę, nabrałam trochę po czym wzięłam łyżeczkę z budyniem do ust. - Przepyszne! - wymamrotałam na samą myśl o smaku budyniu przepełniało mnie szczęście. - Dziękuję ci Brandon-senpai! - powiedziałam z dużym uśmiechem.

<Brandon?>

piątek, 7 lipca 2017

Od Brandona cd. Sakury

Spojrzałem na nią zaskoczony, a potem wybuchnąłem śmiechem. To było przeurocze! Rozbawiła mnie do tego stopnia, że musiałem przetrzeć oczy, mokre od łez.
- W porządku, ja wiem, gdzie powinniśmy iść. - Puściłem jej oczko. - Pozwól zatem, że ja, Seven Obrońca Sprawiedliwości, zaprowadzę cię do królestwa darmowego budyniu! - krzyknąłem, oferując Sakurze ramię, które, nieco zmieszana, przyjęła.
Sam nie wiem, jak to się stało, że jestem w stosunku do niej tak otwarty. No tak, życie robi swoje. Miałem być samotnym wilkiem, w końcu wziąłem już ślub z twardym dyskiem mojego komputera. Z drugiej strony, mój wymarzony ślub na stacji kosmicznej bez prawdziwej dziewczyny się nie spełni. Kiedy Sakura chwyciła mnie wcześniej za rękę, poczułam dziwne ciepło. Trochę jakby słońce przybliżyło się do ziemi o kilka lat świetlnych. Zdecydowanie jestem chory. Będę musiał poszukać w internecie moich objawów.
Tymczasem dotarliśmy na stołówkę. Praktycznie nikogo nie było, tym lepiej dla nas. Podeszliśmy do jednego ze stolików, odsunąłem Sakurze krzesło i lekko się skłoniłem.
- Pozwól o zacna pani, że udam się po nasze dania - zaśmiałem się i nie czekając na odpowiedź, ruszyłem w stronę kuchni.

<Sakura?>

środa, 5 lipca 2017

Od Sakury cd. Brandona

- Pewnie! Słodycze to najlepsza rzecz, jaką wynaleziono! - próbował brzmieć normalnie, ale jakoś się to mu nie udało Zasłonił twarz dłonią. Jego twarz z rumieńcami wyglądała uroczo. - Masz coś przy sobie, czy chcesz pójść na stołówkę? Wiesz, kucharka mnie lubi i zawsze zostawia dodatkowy budyń! O, jadłaś kiedyś Honey Butter Chips? Są ekstra, zwłaszcza w połączeniu z Doctorem Pepperem! Kiedyś muszę dać ci spróbować! - to co zaproponował chłopak brzmiało smacznie, zwłaszcza gdy jego twarz przybrała taki wyraz twarzy. - To znaczy, jeśli będziesz chciała... - dodał trochę ciszej.
- To brzmi smacznie. Mam coś w kieszeni, ale to co zaproponowałeś brzmi o dużo smaczniej - powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. - Chodźmy! - chwyciłam go za rękę i poprowadziłam go w stronę kuchni, no tak jakby. - Gdzie znajduje się kuchnia? - spytałam stając w miejscu bo nie wiedziałam, gdzie się znajduje kuchnia. Spojrzałam się to raz w jedną to w drugą stronę.

<Brandon?>

wtorek, 4 lipca 2017

Od Brandona cd. Sakury

Kiedy słuchałem jak Sakura opowiada o osobie, która jej się podoba, poczułem takie dziwne ukłucie w okolicach klatki piersiowej, po lewej stronie. To chyba było serce. Może mam zawał? Nie wiedzieć czemu, było mi miło słuchać jej wypowiedzi. Czułem zadowolenie i dziwne, acz przyjemne mrowienie, sam nie wiedziałem, czemu. Jestem ciekaw, o kim mówiła. Szczęściarz... Chwilkę, co?
- Chcesz może coś słodkiego? - spytała. Dobrze, że zmieniła temat, bo zrobiło się trochę niezręcznie. - Pewnie! Słodycze to najlepsza rzecz, jaką wynaleziono! - Próbowałem brzmieć luźno, ale nie do końca mi to wyszło. Zasłoniłem twarz dłonią. Przez te czerwone włosy, moje rumieńce są o wiele bardziej widoczne. - Masz coś przy sobie, czy chcesz pójść na stołówkę? Wiesz, kucharka mnie lubi i zawsze zostawia dodatkowy budyń! O, jadłaś kiedyś Honey Butter Chips? Są ekstra, zwłaszcza w połączeniu z Doctorem Pepperem! Kiedyś muszę dać ci spróbować! - Kiedy zrozumiałem, co powiedziałem, zrobiło mi się trochę głupio. - To znaczy, jeśli będziesz chciała...

<Sakura?>

Od Courtney cd. Aspena

"Ktoś zrobił sobie krzywdę, masz pójść i go wyleczyć" - to usłyszałam po niesamowicie trudnym teście. Doskonale wiedziałam, że to będzie ktoś z Klasy Nocnej. To taka protokooperacja, oni robią sobie krzywdę podczas pojedynków, składania broni itp., a my mamy za zadanie składać ich do kupy, przy okazji poprawiając swoje umiejętności. Tym razem nie otrzymałam zbyt wielu informacji, więc nie wiedziałam, o kogo chodzi i co się wydarzyło. Dostałam wytyczne, że uczeń czeka w jednej z klas.
***
Stanęłam pod pomieszczeniem i nagle moje ciało przeszyło to dziwne, niepokojące uczucie. Potrząsnęłam głową i zdecydowanym ruchem otworzyłam drzwi.
Moim oczom ukazała się blond-włosa dziewczyna siedząca obok... Aspena. Trzymał się za ramię. Na moment mnie zamurowało. Ostatnio nieźle na mnie najechał, chociaż jak się nad tym zastanowię, może miał powód. Faktycznie nie byłam przekonana do wyjścia z nim. Chyba nawet za bardzo to okazywałam. Gdy tak stałam, analizując w głowie ostatnie wydarzenia, przypomniało mi się, że wypadałoby zająć się poszkodowanym, nieważne, kim jest. Nabrałam powietrza.
- Mogłabyś wyjść? - zwróciłam się do blondynki.
- Dlaczego? - Wyglądała na niezadowoloną, a wręcz lekko oburzoną, że śmiem wyganiać ją z sali.
- Słuchaj, rozumiem, to twój kumpel, chłopak, brat, czy nie wiem, co jeszcze, ale teraz muszę się skupić. Jeśli chcesz, żeby jego ramię wróciło do dawnego stanu, ewakuuj się stąd i daj mi pracować. Jeśli tu zostaniesz, będziesz mnie rozpraszać, a zaklęcie się nie uda - mówiłam z powagą. - To zajmie tylko chwilę. Potem od razu będziesz mogła tu wrócić.
Dziewczyna patrzyła na mnie podejrzliwie, potem zerknęła na Aspena, westchnęła i niechętnie ruszyła ku wyjściu. Przewróciłam oczami kiedy tylko zniknęła mi z oczu. Nie żebym coś do niej miała. No, może jednak coś miałam...
Podeszłam do chłopaka jakbym była kawałkiem drewna. Cała moja pewność siebie wyparowała, a to wszystko przez głupie zdarzenie w kantorku.
- Mogę obejrzeć twoje ramię? - spytałam, niby tak na odwal się.
- A mam jakiś wybór? - Nie byłam do końca pewna, czy nadal jest zły, czy nie. I tak zrobiłam to, co chciałam.
- O rany, jak to się stało? - Przyglądałam się ranie. Aż mi się go żal zrobiło. Musi cholernie boleć. Co prawda nie odpowiedział na moje pytanie, ale to teraz nie było ważne. - Możesz poczuć się trochę dziwnie.
Po ostrzeżeniu, zabrałam się do pracy. Wyciągnęłam różdżkę, zamknęłam oczy i starałam się jak najbardziej skupić. Po chwili iskierki wyleciały tak jak zawsze i zaczęły wirować. Minęło kilka minut, a po ranie nie było śladu.
- Gotowe - mruknęłam, wstając.
Bez zbędnych słów skierowałam się do wyjścia, ale gdy chwyciłam za klamkę, zmieniłam zdanie. Warto jednak chociaż wspomnieć o tym, co się wcześniej stało. Nie chcę mieć z nikim napiętych relacji, więc nawet na niego nie patrząc, zaczęłam mówić.
- S-słuchaj, zanim sobie pójdę... Przepraszam za tamtą sytuację. Nie chciałam wyjść na zrzędę. I to nie do końca tak, że nie chciałam z tobą wyjść... Znaczy, em... To cześć! - Szybko wyszłam na zewnątrz, omijając stojącą przed salą dziewczynę. Świetnie rozegrane, Courtney, naprawdę wspaniale. Powinnam dostać Nobla.

<Aspen?>
No ten tego... No ;-;

Od Sakury cd. Courtney

Wyszłam i powróciłam swoje dalsze zajęcia. Oczywiście bez bólu nogi, było już lepiej. Obecnie miałam chemię, która to jakoś minęła. Oczywiście przespałam większą część lekcji, ale co zrobić. Nie lubiłam tego przedmiotu, ale oceny miałam nawet dobre. Czasami moje zapamiętywanie do czegoś się przydaję. Zwłaszcza do tych wszystkich regułek. Nauczyciel stukną mnie książką w głowę.
- Sakura jeżeli nie podobają ci się lekcje to możesz na nie nie przychodzić. Chociaż muszę ci powiedzieć, że jesteś prawie najlepszą uczennicą, chociaż, że na moich lekcjach prawie zawsze śpisz i nie uważasz - spojrzałam się na nauczyciela.
- Przepraszam za moje zachowanie, ale może zamiast tych wszystkich regułek, przeszlibyśmy wreszcie do jakichś eksperymentów. Ale takich na poważnie. Wie pan jak to na klasę nocną przystało. - uśmiechnęłam się na samą myśl. Eksperymenty to coś o dużo lepszego od samego słuchania nauczyciela.
- Zobaczę, może na następnej lekcji jakiś zrobimy - wymamrotał, a wszyscy uczniowie się ucieszyli. Zadzwonił dzwonek, a ja wychodziłam akurat z klasy. Na mojej drodze stanęła przewodnicząca, która to niosła ogromny stos książek. Kilka z nich zleciało na ziemie.
- Cześć! - uśmiechnęłam się. - Może mogłabym ci pomóc? - spytałam się i nawet nie czekałam na jej odpowiedź. Pozbierałam książki, które spadły na ziemie, a dwie co własnie leciały, sprawnie złapałam. Wzięłam również, jeszcze kilka książek ze stosu jaki to ona trzymała. Może i niosłam o trzy, może cztery książki więcej, ale to nie był prawie wcale, żaden wysiłek.
- To jak, gdzie idziemy z tymi książkami? - zapytałam się z uśmiechem na twarzy.

<Courtney?>

Od Sakury cd. Brandona

Moje rumieńce na twarzy nie chciały zniknęły, a jak Brandon zaczął rozmowę na temat dziewczyny, która by się mu podobała, coś mnie ścisnęło za serce. Nigdy nie czułam takiego uścisku, ale wzięłam głęboki wdech po czym wydech. Ból jakby odszedł, ale pozostawił po sobie ślad.
- Wiesz jak odpowiedziałeś pierwszy to mogłam sobie przemyśleć i poukładać w głowie. Odpowiedziałabym wtedy tak: Osoba która mi się podoba w jej oczach skaczą piękne iskierki, zawsze jest uśmiechnięty i pogodny w dodatku potrafi mnie jako jedyny rozśmieszyć. Będąc blisko niego mogę poczuć, że jestem wolna i nie będę musiała wrócić do szarego życia poza szkołą. W dodatku zawsze mi pomaga, gdy ja coś sobie zrobię. Bo będę mogła liczyć nawet wtedy, gdy jesteś w różnych klasach... Chyba tak powinno to zabrzmieć, co nie?! - spojrzałam się na niego, a widząc jego twarz, zawstydziłam się, a moje rumieńce zniknęły bo twarz zrobiła mi się jak pomidor. - Chcesz może coś słodkiego? - chciałam już zmienić temat, bo obecna atmosfera za bardzo nam nie sprzyjała.

<Brandon?>

Od Aspena cd. Courtney

- Więc, kolego, za niedługo mam bardzo ważny test. Byłabym wdzięczna, gdybyś się pospieszył i w miarę sprawnie powiedział, kiedy i gdzie masz zamiar mnie zabrać. Mam napięty grafik, wiesz? - puściła mi oczko, a ja mało co nie wybuchnąłem potężną salwą śmiechu. Nie udało mi się tylko powstrzymać małego, prychnięcia dezaprobaty. Ups. Po prostu tak mi się trochę wymsknęło. Prawie upuściłem to pudełko, przez które w sumie wszystko się zaczęło. Ciekawe co w nim jest.
- Nigdzie ze mną nie chcesz iść, a ja po prostu nie mam zamiaru włóczyć cię po miejscach, w których i tak nie będziesz się dobrze bawiła, bo nie będziesz chciała tam być, bo tam jest w porządku i chcesz spędzić ze mną czas, tylko, dlatego że to jakaś głupia obietnica. Odkąd tu weszliśmy, masz dosłownie taką minę. - ściągnąłem ze sobą brwi i układając usta w dzióbek, wydąłem je jeszcze bardziej. - Także był to dość niewinny żart, którego nie załapałaś. Taką wersję ustalmy, zanim wyjdę na czubka. Życzę miłego zakuwania do sprawdzianu, oby poszedł dobrze. Ja już idę, pewnie jestem spóźniony na co najmniej jedną lekcję. - wręczyłem jej pudełko i wyszedłem z kantorka. Jeny jak dobrze. Mogę rozprostować obolałe kości. Bycie wysokim ma spore wady. Ludzie cię wykorzystują, to tak trochę nawiązując do poprzedniego zdarzenia, obijasz się o zarąbiste framugi, gdy wchodzisz na przykład do klasy i oby mi się to nie przydarzyło. To byłoby marne pierwsze wrażenie, a jak się mówi, pierwsze wrażenie można wywołać tylko jeden raz. Po chwili usłyszałem stukot obcasów dziewczyny za plecami, ale nie odwróciłem się w tamtym kierunku. Uśmiechnąłem się pod nosem i wodząc palcami po ścianie, poszedłem do klasy.
 இ
- Ty naprawdę nie wiesz komu pyskować, prawda? - dziewczyna, którą niedawno poprosiłem o numer dla mojego kolegi, pomogła mi tamować krew płynącą z mojego rozciętego ramienia. Okazało się, że Berenika tylko dorabia jako kelnerka, tak na serio jest tu uczennicą klasy nocnej, jak ja.
- To nie było pyskowanie. Po prostu strasznie wkurzał mnie ten typ, goście, którzy się wywyższają, są najgorsi. Mam nadzieję, że go za to mocno ujebią. - wyszczerzyłem się, odkrywając rząd swoich śnieżnobiałych zębów. - Ja tu widzę zawieszenie jak nic.
- Tu się mylisz, mój drogi. Twoje poświęcenie poszło na marne. Nikt nie piśnie pary z gęby.
- Co to ma znaczyć? Wszyscy się boją tego durnego goryla? - podniosłem się i zasyczałem. Boli jak cholera. Dziewczyna nieśmiało skinęła głową. Nie wolno tak terroryzować moich znajomych. Znaczy nie znajomych, tylko całkiem mi obcych ludzi z mojej klasy. Blondynka usiadła bliżej. Delikatnie przysunęła swoją twarz do mojej, a ja odwróciłem twarz w kierunku okna, tak, że nie miała dostępu do moich ust. - Nie możemy. Ja wcale tego nie chcę, lepiej już wracaj.
- Mam cię zostawić samego na pastwę losu kogoś z dziennej? Na pewno? - zanim zdążyłem, wyrazić sprzeciw, drzwi skrzypnęły i zostały otworzone na oścież.

<Courtney?>
Coś mi zjada wenę twórczą. ;-;